Dwa Światy Haliny Nowickiej w galerii ,,dacco”

17 kwietnia (piątek) o godz. 19.15 w galerii ,,dacco” Kostrzyńskiego Centrum Kultury odbędzie się wernisaż wystawy malarstwa zatytułowana ,,Dwa Światy” HALINY NOWICKIEJ

Wernisażowi towarzyszyć będzie oprawa muzyczna, będą też niespodzianki min. losowanie obrazu artyski wśród publiczności.

 

 

 

 

Halina Nowicka, ur. 1959
studiowała projektowanie ubioru oraz malarstwo w łódzkiej ASP u prof.Wiesława Garbolinskiego.
Akademię ukończyła w 1985 r. Wzięła udział w ponad 100 wystawach zbiorowych. Jest autorką 26
wystaw indywidualnych. Jej prace znajdują się w galeriach i kolekcjach prywatnych w kraju
(m.in. Warszawa, Kraków, Poznań, Szczecin, Łódź) i zagranicą (m.in. Francja, Niemcy, Czechy,
Słowenia, Chorwacja, Holandia, USA, Australia). W 1997 roku otrzymała I nagrodę
w ogólnopolskim konkursie malarskim „Triennale z Martwą Naturą” za tryptyk „Życie moje”.

 

 

 

Wstęp niepotrzebny

Uwikłani jesteśmy w konieczność mówienia o sztuce wbrew świadomości, że poziom sztuki wizualnej jest zgoła inny niż poziom języka, skonstruowanego, aby opisywać i nazywać codzienność. Mowa to raczej „narzędzie pierwszego kontaktu”, dlatego próba opisania sztuki jest z góry skazana na niepowodzenie – nie istnieją wyrażenia wystarczająco adekwatne, zawsze wymknie się opisowi to, co najważniejsze. Jednak bezustannie próbujemy. Tworzymy języki swoiste, metajęzyki, które jedynie demaskują żałosną niemożność przekładu. Próbujemy wszakże, ponieważ istnieje ważna potrzeba czytania o sztuce. Ludzie pragną komentarza, nie potrafią zaufać swojej intuicji i wrażliwości, nie mają odwagi samodzielnie wkraczać do tajemniczych ogrodów sztuki. Nie wierzą, że ważniejsze od tego, co artysta miał na myśli jest to, co sami mają na myśli obcując z dziełem.
Wobec tego musimy omawiać i opisywać. Malarstwo najczęściej interpretujemy i objaśniamy poprzez literaturę. Widzimy obrazy jak powieści: anegdotyczne, geste od treści, wielowątkowe. Jak manifesty społeczne lub polityczne. Oglądamy obrazy jak eseje, sprawozdania, traktaty filozoficzne. Bywają obrazy jak równania matematyczne: sterylne, czyste, podające jedną tylko, ważką myśl, jedno rozwiązanie.
Obrazy Haliny Nowickiej są jak wiersze. Wiersze o drzewach, wodzie, łące, kwiatach, dziecku. Wiersze o kruchości i przemijaniu. Halina przygląda się światu i portretuje go jakby w chwili nieuwagi, chwyta zdarzenia i widoki kątem oka, mimochodem, między jednym a drugim spojrzeniem wprost. To zarazem wypowiedzi bardzo osobiste, obserwacja przefiltrowana jest przez wrażliwość, delikatność i własne emocje – artystka dzieląc się z nami swoim światem zarazem oddaje siebie całą, nieosłoniętą, bezbronną. Opowiadając o człowieku, pejzażu, czy kwiatach, opowiada o sobie, dzieli się sobą jak powietrzem i wodą.
Wiersz to zawsze coś więcej niż określony porządek słów. To zapis tajemnicy istnienia z pointą. Obrazy Haliny to też znacznie więcej niż harmonijne rozmieszczenie na płótnie linii, barw czy plam światła. To zapis wglądu, który jest nam dany tylko na moment. W krótkim przebłysku intuicji rozumiemy, że dostajemy coś ważnego, że na chwilkę otwierają się przed nami drzwi do tajemnicy, na którą nadal nie mamy słów i uciekamy się do sprawdzonych i bezpiecznych dywagacji o nastroju, klimacie i aurze.

Nie wiem, czym są tytułowe dwa światy Haliny; czy to jej osobisty świat ustawiony w antynomii do codziennego, wspólnego nam wszystkim, czy raczej podwójne znaczenie każdego obrazu. To, co przedstawia i to, co oznacza. Co widzimy i czego dostrzec nie potrafimy a jedynie przeczuwamy. Jego znaczenie oczywiste, czytelne i drugie, ukryte czyli tę właśnie tajemnicę istnienia z pointą.

Dwa światy to również odrębne światy obrazów i słów. Nie potrafimy połączyć w jedno języka przeznaczonego dla oka i przeznaczonego dla ucha. Nieprzerwanie poszukujemy mowy uniwersalnej przy pomocy której da się wyrazić absolutnie wszystko i nadal nie znajdujemy. Jesteśmy skazani na intuicje, domysły, próby. Przypomina to poszukiwanie jednego nadrzędnego prawa przyrody, wzoru, który połączy w sobie wszystkie oddziaływania już nam znane i nazwane. Możliwe, że ten wspólny dla wszystkiego nad-język, jeśli już go odnajdziemy, będzie istniał poza słowami a jego alfabetem staną się obiekty sztuki.

Życzę sobie i innym odbiorcom malarstwa, abyśmy coraz mniej potrzebowali słów do jego pojmowania, aby przekaz szedł z całą swą mocą przemieniania i uzdrawiania bezpośrednio od intencji artysty do naszego serca i umysłu z pominięciem tak niedoskonałego, nieadekwatnego narzędzia jakim jest mowa i pismo. Aby był dla nas jak kroplówka, jak podanie krwi.

Małgorzata Szymlet – Piotrowska

Europenian flag